Haim’s Something to Tell You is Classic Rock Reincarnated

Haim’s Days Are Gone was an album that took me by surprise – it turned out there’s a contemporary band which sounds like my beloved Fleetwood Mac. By incorporating some fresh twists and quirks here and there, the group could entertain the today’s generation listener as well. After long-ass 4 years of waiting, the girls finally came back in June with a new record, entitled Something to Tell You. Continue reading →

Advertisements

Reflecting on my travel to Japan, part 2

When you’re a textbook example of a (slightly educated) bumpkin from Polish countryside somewhere in the south, Tokyo may definitely appear overwhelming. While ‘bursztynowy świerzop’ or ‘gryka jak śnieg biała’ no longer can be found in the place where I grew up (idyllic stuff our national poet wrote about few centuries ago), nonetheless time flows more slowly here, and there’s not that much going on, which greatly contrasts with the Japanese metropolis. During several days there I’ve probably seen more people than in half of my lifetime. What shocked us, however, was the small number of foreign tourists around us. I mean, there was a bunch of them in Asakusa and another quite large gathering near Hachiko statue in Shibuya, but these weren’t the hordes we expected to see on every corner (more than 20 million tourists visiting Japan yearly). Fact: Japan is just a such a homogeneous nation that the Japanese folks make up for the great majority of people there. That’s one thing Japan and Poland have in common – larger cities have some expat communities, but overall it’s Poles everywhere. As such, the hosts (locals and the domestic tourists) dominated in most places, and we were lost in the crowd (or actually we kind of stood out, towering over quite short Japanese folks). Continue reading →

Refleksyjnie o mojej podróży do Japonii, cz. 2

Gdy jest się książkowym przykładem (nieco poduczonego) wieśniaczka z polskiej wsi na południu kraju, to Tokio potrafi porazić swym ogromem. Co prawda bursztynowego świerzopu i gryki jak śnieg białej już człowiek w moich rodzimych stronach nie uświadczy, to jednak czas z pewnością płynie tu znacznie wolniej i dzieje się znacznie mniej, i szybko się okazało, że stoi to w ogromnym kontraście do japońskiego metropolis.

Podejrzewam, że przez kilka dni tam spędzonych zobaczyłem więcej ludzi niż przez pół życia. Zszokowała nas jednak względnie mała liczba zagranicznych turystów dookoła. Były jakieś tam grupki w Asakusie oraz całkiem spore walne zgromadzenie w pobliżu pomnika Hachiko w Shibuyi, ale z pewnością nie były to hordy, które spodziewaliśmy się mijać na każdym kroku (wg internetów Japonię odwiedza przeszło 20 milionów turystów rocznie, z tendencją wzrostową). Powiedziałbym, że jest to jedno z największych podobieństw między Japonią, a Polską – obydwa kraje prowadzą w braku różnorodności rasowej.  Faktem jest, że Japonia jest po prostu tak jednolita etnicznie, że w większości miejsc to gospodarze dominowali (lokalsi i turyści wewnętrzni) i praktycznie wszędzie tonęliśmy w tłumie (tudzież można rzec, że górowaliśmy nad dość niskimi Japończykami). Continue reading →

Reflecting on my travel to Japan, part 1

I’ve finally fulfilled my biggest dream and  between March and April this year I flew to the land of sakura, anime, AKB48, sake and wasabi, to spend there almost three weeks. In general it was no spontaneous ,last-minute sort of deal, which would be built around visiting those few places that pop up on the first page of Google, after writing down ‘Japan things to see’. After buying the plane ticket (more than a half a year beforehand), the real fun began, as I wanted to pick the most interesting spots to catch a glimpse of. The temples like Fushimi Inari or Kiyomizu-dera in Kyoto (which first impressed me in an animated form – through anime Lucky Star), or the memorial plate  of my favorite Japanese singer – late Yutaka Ozaki, in Shibuya, Tokyo were on my trip’s must-see list from the very beginning, but the rest of the itinerary was a real dilemma. It turned out my knowledge about Japan was mostly based on countless watched anime titles, movies and TV series, and dozens or hundreds of pop and rock bands I listen to. For the next few months, I had to learn a bit more about what Japan is all about, when it comes monuments, and otherwise. Continue reading →

Refleksyjnie o mojej podróży do Japonii, cz. 1

Na przełomie marca i kwietnia spełniłem swoje największe marzenie i poleciałem na prawie 3 tygodnie do Kraju Kwitnącej Wiśni, anime, AKB48, sake i wasabi. Generalnie nie była to spontaniczna wizyta, opierająca się wyłącznie na zwiedzeniu kilku miejsc, które pojawiają się na pierwszej stronie Google po wpisaniu hasła ‘Japan things to see’. Po zakupieniu biletu na samolot (z ponad półrocznym wyprzedzeniem), zaczęła się prawdziwa zabawa z wyszukaniem najciekawszych lokalizacji do odwiedzenia. Świątynie Fushimi Inari i Kiyomizu-dera (która zaimponowała mi po raz pierwszy w wersji animowanej – anime Lucky Star) w Kioto, czy tabliczka upamiętniająca mojego ulubionego Japońskiego piosenkarza, Yutakę Ozakiego w dzielnicy Shibuya w Tokio miały od samego początku zapewnione miejsca  w moim planie podróży, jednak cała reszta była wielką niewiadomą. Moja wiedza o Japonii głównie opierała się na niezliczonych obejrzanych tytułów anime, filmów i seriali oraz dziesiątkach przesłuchanych zespołów popowych i rockowych. Przez kolejne kilka miesięcy zacząłem się douczać o tym, co tak naprawdę warto zwiedzić. Continue reading →

Visiting Yutaka Ozaki in Shibuya, Tokyo

ozaki3

Even by itself, my recent trip to Japan had a very special meaning to me. But there were also several crucial objectives planned way beforehand to be ticked off from the bucket list – some were related to cuisine, others to culture, history, nature or entertainment. However, one of the places I visited had also spiritual significance of sorts. While the stopover there lasted maybe 20 minutes, it was a very emotional moment, and it left a powerful impression on me. Located relatively close to Shibuya Station, I paid a visit to a memorial plate of Yutaka Ozaki, late rebellious singer of the 1980s, whose music and charisma actually hugely contributed to my interest in Japan, and he was among the main reasons for my travel there. Continue reading →

Cha-cha-cha-changes

Years ago, the first Polish president- internet meme Aleksander Kwasniewski, encouraged one of the ministers at that time to kiss the Polish ground, upon getting off the airplane. The poor guy eagerly did what he had been told, which was immediately met with heavy disparagement and people assumed it was an act of mockery of the Pope John Paul II.

After over 10 hours of flight I arrived at the Tokyo – Narita International Airport, and although I don’t have any desire to kiss the ground, I feel like a huge burden has been lifted off my chest. Continue reading →

Cha-cha-cha-changes

 

Niegdyś pierwszy polski prezydent-internetowy meme Aleksander Kwaśniewski, zachęcił Marka Siwca do ucałowania ziemi kaliskiej po wylądowaniu,  a ten ochoczo uczynił jak mu powiedziano, co zostało uznane za szydzenie z JPII. Dotarłem po 10 godzinach lotu na lotnisko Tokio-Narita, i chociaż całować ziemi nie zamierzam, to pojawiła się wielka ulga. Continue reading →

Lovely Summer Chan – LSC, the best Japanese album of 2016

I’ve been listening to random songs on Youtube and that was when I came upon this song by Lovely Summer Chan (ラブリーサマーちゃん), called 202. Soothing vocals, mellow music vibe, and a colorful music video immediately won me over. Quick Google check, and I had pre-ordered the limited edition album, LSC. Few weeks later, I was already a huge fan. By the end of 2016, the CD which got released in early November became the most listened to album on my playlist. Continue reading →

Kitchen war zone – broccoli gyros salad

salad.png

My culinary spirit has been growing in strength these days. I mean I suck at food preparation because in general I rarely do any cooking, as by the time I get back from work the dinner’s are mostly ready and all I need to do is just dig in. Every now and then however it’s good to make something yourself and get that sense of accomplishment (not too often though, I’m fine with someone else doing the cooking as a rule). Today I decided to give a try to a variation on gyros salad that my friend made for a small house party some time ago. Continue reading →