Koncert Ayano Kaneko w mieście Nara, czyli najlepszy dzień w moim życiu (?)

Moja długo wyczekiwana druga podróż do Japonii była w najgorszym razie tak samo cudowna jak ta pierwsza. Była wypełniona małymi szczęściami i wielkimi chwilami, które zapamiętam do końca życia i cieszę się, że wiele z nich było związanych z muzyką, którą kocham.

Chciałem wyciągnąć ile się da z tych 16 dni, które planowałem spędzić w kraju Kwitnącej Wiśni. Na krótko przed moim lotem do Seulu (moja podróż tym razem też uwzględniała dodatkowo tygodniową eksplorację Korei Południowej) odkryłem, że 5 października w mieście Nara odbędzie się niewielkie wydarzenie muzyczne (森のホルン) i ku mojej radości miała tam wystąpić Ayano Kaneko. Słucham i zbieram jej płyty od kilku lat i jest kimś, kogo naprawdę ubóstwiam pod względem muzycznym.

Zdecydowałem, że nie ma się co wahać i od razu zarezerwowałem wejściówkę. Z pomocą Google Translate dokonałem rezerwacji i otrzymałem email potwierdzający, jednak musiałem zapłacić za bilet, poprzez transfer kasy na określone konto japońskie. Było to dość problematyczne, więc postanowiłem zawrócić duszę Japończykowi – już chyba przyjacielowi, którego poznałem 2,5 roku temu w Sendai. Zapłacił za mnie bezproblemowo (‘nie przejmuj się Szymon, oddasz jak przyjedziesz do Japonii, liczę na jakieś omiyage’), a ja odwiedziłem go dzień później, z podziękowaniami i podarunkami z Polski!

Event miał odbyć się w czymś w rodzaju prywatnego, dość eleganckiego lokalu weselnego – znajdowały się tam dwie sale, w których według planu na zmianę mieli co godzinę występować różni artyści, od 12 do bodajże 20. Ayano Kaneko miała występować o 17, jednak ja oczywiście byłem już tam po 11 rano, bo czemu nie. Było kilka stoisk z jedzeniem, piciem i niewielkie sklepiki z pierdółkami. Była też chyba opcja nauki szydełkowania czy coś w tym stylu 🙂

Odbyłem bardzo miłą rozmowę z dziewczyną sprzedającą fikuśne skarpetki (też była fanką Kaneko i Zombie-Chang). Dość szybko zdałem sobie sprawę, że jednak jest trochę czekania przede mną, więc usiadłem na krzesełku pod drzewkiem jak Kochanowski, trochę podumać.

Koleżka obok, siedzący na krzesełku ustawionym do słońca akurat zmienił miejsce na nieco bardziej zacienione, stwierdzając ‘Atsui desu ne’. To dość słynny/popularny zwrot, często powtarzany w upalne, niemal tropikalne japońskie lato, który po prostu oznacza ‘Ale gorąco, nie?’

Chcąć ćwiczyć mój ‘Kali jeść’ japoński, pełen pewności siebie odpowiedziałem ‘Atsui desu’ (‘Gorąco’).

Kto by przypuszczał, co się z tego zrodzi.

W przeciągu paru minut rozpoczęliśmy burzliwą dyskusję o Ayano Kaneko, Zombie-Chang i dziesiątkach innych, starszych i nowszych, mniej lub bardziej znanych artystów i zespołów japońskich. Spędziłem z tym ziomkiem w zasadzie cały dzień – gadając o muzyce, łykając piwko, sącząc kawę, wcinając obiadek i oglądając parę innych występów w ciągu dnia, czekając na tą  upragnioną godzinę 17.

Koło 15:30 byłem uradowany jak dziecko, gdy zjawiła się Ayano Kaneko (z gitarą na plecach) wraz ze swoją managerką i przemknęły obok. Piosenkarka była maleńka i po prostu przesłodka. Praktycznie od razu znikła w pomieszczeniach dla artystów, jednak mój nowy kumpel zasugerował, żeby się poplątać i może uda się zdobyć autograf. Nie pokazywała się, więc o 16 weszliśmy na salę, gdzie miała wystąpić.

Zaklepaliśmy sobie miejsca w drugim rzędzie, dosłownie na wyciągnięcie ręki do sceny, tuż przed miejscem gdzie stał mikrofon. Kolega nagle wyskoczył na chwilę – jak się okazało, zagadał do managerki odnośnie autografu dla fana z Polski. Nic nie była w stanie obiecać, jednak dała mi w prezencie Neko sticker. Jako że popularność Kaneko-san mocno skoczyła w przeciągu ostatniego roku/dwóch lat, nie rozdawała już autografów od tak, jednak managerka zaproponowała zaczekać po koncercie i zobaczy czy coś uda się zrobić.

Zanim przyleciałem do Japonii, zastanawiałem się czy będzie to koncert z całą elektryką i zespołem, czy raczej intymny recital z gitarą akustyczną. Będąc już na miejscu i widząc jaki to rodzaj imprezy i wielkość sali, było pewne, że będzie to druga opcja (żadna nie była zła). Kaneko pojawiła się koło 16:30 na krótką próbę. Chwyciła za gitarę i zagrała parę kawałków, testując akustykę sali i swoje struny głosowe – jakim sposobem taki głos siedzi w takiej drobnej dziewczynie, dalej nie wiem. Nadal mi dudni w uszach.

Potem piosenkarka wyszła jeszcze na trochę, by wrócić praktycznie punkt 17 ku aplauzowi publiczności. Tradycyjnie boso, w prostej, żółtej sukience z koronką. Niedawno obcięła też swoje długie włosy. Chwilami Ayano-san odsuwała się z metr od mikrofonu, a jej śpiew i tak trząsł parkietem.

Poza starszymi hitami, zagrała kilka piosenek z najnowszego albumu 燦々(Sansan), wydanego we wrześniu. Wtedy jeszcze byłem przed słuchowiskiem, z wyjątkiem dwóch piosenek wrzuconych na Youtube (chociaż fizycznie płyta towarzyszyła mi przez całą Japonię w walizie -zaraz po wylądowaniu w Fukuoce odwiedziłem Tower Records i musiałem zrobić zakupy), więc parę piosenek słyszałem pierwszy raz – i utknęły w głowie… Spodobało mi się zwłaszcza りぼんのてほどき (Ribon note hodoki) – ‘Anata wa tsuyoi hito, anata wa tsuyoi hito…’

Koncert trwał około 50 minut, a po jego zakończeniu jeszcze długo szczęka leżała na ziemi a ja byłem lekko oszołomiony. Zakupiłem sobie wachlarz od managerki, która rozłożyła prowizoryczny sklepik z akcesoriami i płytami. Gdy kolejka przeszła, mój japoński kolega ponownie zapytał jej, czy coś by się dało zrobić odnośnie tego autografu (strasznie mili ludzie, oboje!). Powiedziała, że wspomniała do Kaneko-san o gościu z Polski i podobno cieszyła się, że jej muzyka idzie w świat (wow!), ale jedyne co może potwierdzić, że będą wychodzić do godziny, i że jeśli chcecie, możecie spróbować wtedy przy wyjściu.

No więc chwyciliśmy za parę krzesełek ogrodowych i postawiliśmy je przy ścieżce wyjściowej. Wyglądaliśmy trochę jak ochrona lokalu (albo babcie klozetowe, jako że zakamuflowana toaleta była w pobliżu).

Cały czas towarzyszyły nam wątpliwości, czy się uda, czy nie. Po około 45 minutach zjawił się najprawdopodobniej znajomy kierowca i po chwili Ayano Kaneko i Manager-san zaczęły kierować się do wyjścia. Zerwaliśmy się na równe nogi, a znajomy od razu zajął się gadaniem, przy moich nieustannych ukłonach dziękczynnych. Podziękowała za wsparcie i strzeliła autograf, a kumpel pyknął dwie focie. Piosenkarka po chwili poszła w swoją stronę, a ja życzliwie pożegnałem się z moim superkumplem. ‘Wpadaj do Japonii, znów pogadamy o muzyce, albo zrobimy coś fajnego’.

Ja i moja interakcja z Ayano Kaneko

Był to zdecydowanie jeden z najlepszych dni w moim życiu.

  • Zdobądź nowego przyjaciela
  • Wypij z nim piwko(a)
  • Przegadaj z nim na luzie pół dnia – na luzie, ale też z błyskiem w oczach, rozmawiając o rzeczach, które kochasz
  • Zobacz koncert swojej ukochanej artystki
  • Zdobądź autograf, focię i zamień parę zdań ze wspomnianą artystką
  • Dzień Ayano Kaneko

Wachlarz, który kupiłem, naklejka, autograf piosenkarki, no i zdjęcie, które zdążyłem już sobie wydrukować w kilku kopiach, gdyż nadal to wszystko wydaje nie do uwierzenia

http://www.cdjapan.co.jp/product/NNFC-3

http://www.cdjapan.co.jp/product/NNFD-1

https://kanekoayano.net/

https://www.instagram.com/kanekoayanodayo/

https://twitter.com/kanekoayano

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s