Wypełzam z mojej strefy komfortu, czyli o tym, jak zacząłem zbierać się w garść

Nigdy nie uważałem, że mój blog niesie oświaty kaganiec – ma raczej niewielką wartość merytoryczną i znikomą liczbę odbiorców – jest jednak czymś dość ważnym dla mnie. Nawet te suche recenzje płyt z Japonii itp., które się tu pojawiają, niejako dają wgląd do mojej czachy, i w całkiem niejasny sposób ukazują, co tam się wyprawia. Chociaż trzeba dodać, że to, czy komuś miałoby jednak zależeć na tym, co dzieje się w mojej głowie, to zupełnie osobna bajka.

W każdym bądź razie, o tym głównie będzie w tym wpisie. Niestety, w trochę mniej popularny sposób, niż: ‘obudziłem się dziś rano, gdy promienie słońca dotknęły mych skroni. Przygotowałem dla mej luby śniadanie do łóżka, moje życie jest fantastyczne, miłego dnia kochani! <3’… Litości.

Łatki, które długo mi towarzyszyły (dalej towarzyszą?), to ‘arogancka k…’, ‘uparty jak pies’, ‘inteligentny, ale leń’, a także dla kontrastu ‘jedyny w swoim rodzaju’ oraz ‘nie rozumiem czemu gość z Twoim poczuciem humoru jeszcze nikogo nie ma’. Wszystkie te cechy przyczyniły się do tego, że przegapiłem moment, gdy na kasecie VHS mojego życia czas wcisnął Fast Forward. W końcu dotarło do mnie, że zatrzymałem się w próżni. Pomimo buty i pychy, w kluczowych momentach zabrakło odwagi, by coś zmienić i nadal iść przed siebie.

Świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina… znajomi wkroczyli w dorosłość, tą właściwą, nie tylko na papierze. Rodzina, dzieci, drzewo, sanatorium w Ciechocinku. Tysiąc osób powie, że to nie jedyna droga. Z pewnością, jednak problemem pozostaje fakt, że zbyt długo przesiedziałem przy drodze nie robiąc nic. ‘Ty przodem’, ‘Pójdę za chwilę’.

Powodów do arogancji nagle ubyło, gdy się dostrzegło, że ludzie, choćby małymi kroczkami, ale ruszyli dalej. Najgorszą wadą jest chyba jednak ta samoświadomość własnej głupoty i bycie upartym wobec siebie samego.

Bądź co bądź, ten rok miał być inny. Zdecydowałem, że może nie jest za późno na jakąś zmianę. W połowie 2016 to serducho wzięło kontrolę nad ciałem, i zakupiłem bilet lotniczy na podróż do Japonii z półrocznym wyprzedzeniem. Z poczuciem bycia wiecznie prześladowanym przez niefart, ciągle istniało ryzyko wojny, tsunami, ognia, głodu, czy choroby. Obyło się jednak bez komplikacji śmiertelnych, a podróż na uporządkowanie myśli i ponowne odkrycie siebie, doszła do skutku i przede wszystkim przyniosła apetyt na więcej. Niewiele się zmieniłem, ale dowiedziałem się, jaki mogę być.

Potrafiłem łatwo nawiązać znajomości, nawet z ludźmi z którymi trudno było się porozumieć. Potrafiłem odnaleźć się w największych metropoliach na świecie, pomimo, że nadal na co dzień mieszkam na wsi wielkości tokijskiej stacji metra (koloryzuję, ale tylko minimalnie).

Strach znika zaraz po tym, jak przestąpisz próg domu.

Powrót do rzeczywistości był trudny, ale przez krótki czas baterie pozostawały naładowane. Niedługo później, po raz kolejny prokrastynacja zaczęła unosić swój perfidny łeb. Realizacja następnego punktu Planu restrukturyzacji życia została skutecznie wstrzymana, gdy na początku czerwca złamałem kostkę w  dwóch miejscach, przynosząc mi śruby w nodze i co gorsze niwelując większość wiary w lepsze jutro, które zdobyłem podczas podróży do Azji. Natura mojej kontuzji w kontekście mojego Planu, jak się wkrótce dowiecie, ukazuje jak bardzo było to zamierzone działanie sił wyższych przeciwko mojemu zdrowiu psychicznemu.

Usłyszałem wtedy wiele ‘współczuję’, a mój parszywy humor tylko się pogarszał, gdy każda moja próba narzekania była tłamszona przez: ‘a pomyśl o tych, którzy nie mogą w ogóle chodzić, mają inne, straszniejsze przypadłości’. Jakoś nigdy takie gadanie nie przynosiło mi pocieszenia – ugryzła mnie raz osa w palec i mnie bolało parę dni, ale nie skakałem z radości, bo to nie był krokodyl i nie urwał mi ręki do połowy ramienia. Każdy ma swój krzyż i tyle. Tylko czemu ja zawsze mam dodatkowo wiatr w oczy?!

Gdy w końcu po 7 czy 8 tygodniach mogłem bez gipsu lekko stanąć na nodze, musiałem się oswoić tymczasowo z ksywką ‘Kuśtyk’.

Trzeba uzupełniać braki kolagenu

Przy ‘Jump Around’ póki co wciąż nie poskaczę, chyba że na jednej nodze, ale już mniej marudzę, więc jakiś progres jest.

Innym ważnym celem, jaki w końcu postanowiłem zrealizować w 2017 roku, to prawo jazdy. W tym momencie absolutnie nie jestem już w stanie powiedzieć, co wywołało u mnie aż taką zawziętość przeciwko nawet podjęciu próby zdobycia tego plastiku 10 lat temu, czyli wtedy co wszyscy moi rówieśnicy co przynajmniej w tym zakresie mieli równiej pod sufitem. Naprawdę, bunt ten to świetny przykład strzału w stopę na własną prośbę. Muszę też wspomnieć szeroki zakres reakcji ludzi, którzy dowiadywali się o mojej ‘przypadłości’ – czasem było to zwyczajne zdziwienie, innym razem spojrzenia pełne politowania i patrzenie jak na głupka. Zdarzały się też histeryczne napady furii (‘ja pier…, jesteś nienormalny!’ – może jednak to ty masz coś z głową, człowieku). Coś co zaczęło się w miarę łagodnie, potrafiło rosnąć w siłę z każdą prośbą i groźbą, a skończyło się tak gwałtownie i zwyczajnie zarazem, ‘dzień dobry chciałem się zapisać na ten kurs co rusza 12 października’. Około stycznia najprawdopodobniej się okaże, czy coś z tego będzie.

Czemu właściwie akurat teraz się na to wszystko zdecydowałem, też do końca nie wiem jak wyjaśnić. Chyba tylko tym, że wycieczka do Japonii mnie ośmieliła.

Lata grania na gitarze w powietrzu, bujania głową w rytm muzyki i śpiewania pod prysznicem i w innych lokalizacjach zasiały pomysł, który było pewne, że kiedyś się rozwinie – kupno gitary. Dojrzewałem do tej decyzji od półtora roku, i tak się złożyło, że połączyłem ją z prawkiem. Po latach powtarzania sobie, że nie żałuję swoich decyzji ani słów, bańka zaczęła pękać. Żałuję, że nie kupiłem gitary wiele lat temu. Z chaosu mojego brzdękania na ten moment nic sensownego nie płynie, ale od dawna nic nie dawało mi tyle radości, motywacji i pozytywnej frustracji. 2-3 piosenki do końca roku to coś osiągalnego, prawda? To pudło ze strunami ma szansę wykrzesać ze mnie ambicje, którą tak głęboko zakopałem pod pesymizmem i lenistwem.

Jest jeszcze jedna rzecz do przezwyciężenia – najwyższa pora, abym wyszedł do ludzi, a z wiekiem staje się to coraz trudniejsze. Jest to też o tyle problematyczne, że sporego grona nie lubię. Sporo osób ma twarze nieskalane myślą. Mnóstwo mnie irytuje… Najstraszniejsze jest jednak to, że i  tak potrzebuję innych ludzi. Zwłaszcza tych inteligentniejszych i/lub pokręconych, z którymi można się pośmiać i posprzeczać. Nie da się tego zrobić, żyjąc schematem dom-praca-dom-praca. Co gorsze, mając 27/28 lat już raczej się ma ukształtowany charakter, kręgosłup moralny i światopogląd. Ciężko zmienić podejście do życia. Ale trzeba próbować.

‘Kochaj siebie takim, jaki jesteś’, ‘Nie daj innym wmówić Ci, co jest dla Ciebie najlepsze’.

To durne hasła, które mogą Cię łatwo zmylić w dzisiejszych czasach. Co prawda, nie tak łatwo obecnie o prawdziwe autorytety, których opinie byłyby dla nas jakąś podporą, gdy celebryci to umysłowe pustaki, a na jaw wychodzi, że taki wydający się na przyzwoitego chłopa Kevin Spacey dopuścił się ekscesów na tle seksualnym z nieletnim chłopcem. I ludzie go, kurwa, bronią!

Ale! W najbliższym otoczeniu jest Twoja mama, babcia czy wujek, i czasem jedno z nich roztropnie doradzi. Pomyśl, może warto wyjąć głowę z piasku i posłuchać.

Może w szkole warto trochę posłuchać, nie być ignorantem i dowiedzieć się trochę o świecie i zjawiskach w nim występujących.

Może nie jesteś/jestem taki zajebisty (ale jak to tak?)?

Trzeba uznać przed sobą samym, że najprawdopodobniej pewne cechy charakteru mają niekoniecznie dobry wpływ na Twoje życie. Być może opłacałoby się je okiełznać.

Użyte na początku słowo ‘wypełzam’ nie pojawia się tam przypadkowo, gdyż zmiany, które usiłuję wprowadzić wymagają czasu. I determinacji.

Czy jestem zwycięzcą? Nie jestem.

Czy znowu rzucam słowa na wiatr? Mam nadzieję, że nie. Czuję, że nie.

Po długim, niezaplanowanym postoju, wróciłem na trasę. Wszyscy dawno pobiegli dalej, ale nie jest to aż tak istotne. Cieszę się, że w końcu na nowo mam jakieś namacalne cele.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s