Cha-cha-cha-changes

 

Niegdyś pierwszy polski prezydent-internetowy meme Aleksander Kwaśniewski, zachęcił Marka Siwca do ucałowania ziemi kaliskiej po wylądowaniu,  a ten ochoczo uczynił jak mu powiedziano, co zostało uznane za szydzenie z JPII. Dotarłem po 10 godzinach lotu na lotnisko Tokio-Narita, i chociaż całować ziemi nie zamierzam, to pojawiła się wielka ulga.
Wielogodzinny lot to szczyt nudy i niewygody, i w gruncie rzeczy czas startu i lądowania to najbardziej ekscytujące okresy podróży. Spojrzenie przez okno podczas take-offu przyniosło słabienie i szybką cofkę wzroku – po chwili drugie podejście i ujrzałem mnóstwo ort na dole, co źle świadczy o moim zdrowiu psychicznym. Niedługo później byliśmy na takiej wysokości że dalszy stres nie miał sensu, upadek by oznaczał, że ni ma co zbirać.

– miejsce przy oknie to koszmarna pomyłka pod względem wygody

– polski dresik w locie to dobre rozwiązanie

– mrozy w samolocie wg jeszcze panny M. to jakaś ściema, miałem ochoty zrobić striptiz ale dzięki ojcu Polek nie miałem jak nawet ruszyć ręką, gdyż łokieć kobiety obok wbijał się w mój bok, a jej błyszczące czasopisma i światło nad jej głową blokowały mi wizję

– słuchawki wpina się do ramienia siedzenia, kibelek jest podświetlony na niebiesko, trzeba sie zasunąć zasuwką, żeby światło normalne się włączyło

– pokarmu wystarcza raptem żeby przetrwać, nie żeby sobie pojeść

– coś co nie było wspomniane to tragiczny hałas silników

Widok pojedynczych światełek wśród ciemności gdzieś nad Rosją daje poczucie maleńkości, i te przelatujące nad nami samolociki z mrugającymi czerwonymi światełkami wiozą na swych pokładach mnóstwo ludzi.

Tokio, Japonia. Marzenie, które gdzieś tam żylo sobie od przeszło 10 lat nareszcie się spełniło. Marzenie, które przez długi okres czasu było nierealnym celem. Coś, kto nikt (począwszy ode mnie samego) nie sądził, że uda mi się zrealizować. Ekscytacja anime, Nodame Cantabile, czy promowanie w liceum miłości dla Endless Rain zespołu X Japan, mogło się wtedy wydawać  jakąś “fazą,” która szybko przeminie. Tak się jednak nie stało, i stoję tutaj, 10 czy 11 lat później – nadal na jetlagu, ciągle nieco zdezorientowany i zestresowany, ale z każdą chwilą coraz bardziej szczęśliwy.

Moje życie nie potoczyło się tak jak to sobie wymarzyłem, ani tak jak to sobie usnułem. Zawsze brakowało odwagi, by wykonać ten decydujący krok wprzód. Nigdy nie podjąłem ryzyka. Zrobiłem coś czego nie musiałem zrobić. Podjąłem decyzję wbrew innym i samemu sobie. Szymek, który wiódł życie trolla jaskiniowego nagle wyruszył na drugi kraniec świata. Szymek, który nie zna nawet całej Pleśnej,  widział niewiele Polski i zero świata.

Leavin’ home ain’t easy, but may be the only way.

Advertisements

2 thoughts on “Cha-cha-cha-changes

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s